Przygotowania do Najpiękniejszego Festiwalu Świata, czyli lada moment Woodstock!

W zeszłym roku nie udało nam się. Parę tygodni bardzo nad tym ubolewałam, bo do samego końca wierzyłam, że jednak damy radę. Z powodów zawodowych nie wyszło. Tym razem jednak wszystko wskazuje na to, że je-dzie-my!!!

Bilety już są, chęci nigdy nie brakowało, harmonogram wydrukowany. Teraz pozostaje tylko zbierać powoli rzeczy na wyjazd i trzymać kciuki za względnie dobrą pogodę. O atmosferę nie muszę się martwić – wiem, że będzie super.

Zaczęłam przeglądać listę warsztatów – chcę na wszystkie!!! Ale wiem, że prawdopodobnie nawet na połowę tych, które wybrałam, nie uda mi się dotrzeć… Albo zaśpię, albo zapomnę, albo będę na drugim końcu woodstockowego pola. Niemniej plan mam ambitny i chcę zrealizować go chociaż częściowo.

Wiem, że nie wszyscy mają o Przystanku najlepsze zdanie. Zaczęłam nawet czytać artykuły pod tytułem „Jak przekonać kogoś do Woodstocku” i pod podobnymi, ale ostatecznie doszłam do jednego wniosku. Jeśli ktoś nie zobaczy, to nie uwierzy w żadne słowo. To wszystko fajnie brzmi: super atmosfera, sympatyczni, pozytywnie nastawieni i mega radośni ludzie, darmowe koncerty, liczne (także darmowe) warsztaty, spotkania ze sławami świata podróżniczego, aktorskiego, politycznego, wyznaniowego itp. itd. Ale to nic nie wnosi. Wiem sama po sobie. Odkąd pamiętam, chciałyśmy z E. jechać na Woodstock, jakoś się nie składało. Widziałam mnóstwo zdjęć, filmików, czytałam relacje i artykuły. Zazdrościłam tym ludziom, ale chyba sama nie wiedziałam czego konkretnie.

Jadąc na Woodstock (swoją drogą z samymi słabo znanymi mi osobami – totalne szaleństwo) czułam lekki strach i ekscytację. Chciałam poczuć w końcu tą „niesamowitą atmosferę”, której właściwie nie potrafiłam sobie wyobrazić. Nie mogłam się spodziewać w najmniejszym stopniu co tam zastanę i co będę czuła. I będę powtarzać za każdym razem, że tego się nie da opisać słowami. Sam woodstockowy pociąg jest już czymś niezwykłym. Fakt, jest to sunąca po szynach impreza, ale jak nie masz ochoty, to nie imprezujesz. Masz ochotę się zdrzemnąć – śpisz (ryzyko jest tylko takie, że obudzisz się z czyimś podpisem na ramieniu).

Dotarliśmy na miejsce. Po wielogodzinnej podróży czeka Cię jeszcze spacer na teren festiwalu. Nie wiem jaka to dokładnie odległość od stacji w Kostrzynie, ale kawałek się maszeruje. Woodstockowicze toczą się wielką, kolorową falą przez miasteczko. Po drodze dostajesz chustkę na głowę i jakieś drobne gadżety. Na miejscu, gdzie rozbijasz namiot musisz sobie przygotować odpowiednio podłoże. Czasami wyciąć jakieś gałązki, wydeptać trawę. Byłam pełna podziwu, że naszej ekipie tak sprytnie to wszystko szło. Namiot stoi, czas na zwiedzanie.

Jedna z wieeeeelu rzeczy, które zaskakują? Duża Scena. Dlaczego? A dlatego, że Duża Scena, jest naprawdę DUŻA! Jest ogromna. I tu ciekawostka (ze strony)

Duża Scena 
• to jedna z największych scen świata! 
• szerokość – 62 m 
• głębokość – 16 m 
• wysokość – 16 m 
• czas potrzebny na wybudowanie tej ogromnej konstrukcji to 2 tygodnie. Demontaż przebiega znacznie szybciej – zaledwie kilka dni!

Inna kwestia, która mnie zaskoczyła i może nie powinnam o niej wspominać, ale wspomnę dla tych, którzy myślą, że Woodstock to brud, smród i ludzie charakteryzujący się tymi cechami. Otóż, zaskoczyła mnie czystość TOI TOI’ów. Tak, ja zagorzała przeciwniczka i wróg tych toalet (to była moja największa obawa przed wyjazdem), korzystałam z nich bez problemu. W ciągu dnia są one opróżniane i dezynfekowane wielokrotnie. Oczywiście w dniach trwania Festiwalu. Poza tym prysznic brałam codziennie, nie czułam się wiele brudniejsza niż zwykle. No może wtedy, kiedy nie wracałam całkiem sucha do namiotu a po drodze wiał wiatr i oblepiał mnie piachem. Niemniej i to miało swój urok – po plażowaniu też często masz piach nawet tam, gdzie nie chcesz najbardziej go mieć, prawda?

Poruszę jeszcze dwie kwestie i nie będę Cię więcej zanudzać. Pierwsza to jedzenie. Woodstockowy Lidl zaopatrzy Cię we wszystko czego potrzebujesz, ceny też nie zwalą Cię z nóg – nie jesteśmy przecież nad polskim morzem… Poza tym Strefa Gastro jest świetnie wyposażona i zorganizowana. Kolejki są tak prowadzone, że składasz zamówienie u jednej osoby, potem płacisz, przechodzisz znów dalej i odbierasz jedzenie. Wszystko idzie płynnie, nie stoisz, prawie nie czekasz. Kupisz żurek, kiełbasę, czy gorącą czekoladę. O jedzeniu w Pokojowej Wiosce Kryszny mogłabym napisać osobny post, a i tak nie oddałabym tego smaku. Tutaj fotka, jeśli chcesz zobaczyć co to za jedzenie. Za 8 złotych najesz się za wszystkie czasy.

I jeszcze jedna kwestia, o której już wspomniałam na początku. TA ATMOSFERA. Masz do wyboru kilka scen, od jednej do drugiej musisz jakiś czas iść. Po drodze mijasz setki, ba tysiące ludzi! Co do konkretnej liczby ludzi bawiących się na Woodstocku są różne dane, podobno któregoś roku było nawet 700 tysięcy na którymś z koncertów. Oficjalnie z ostatnich lat policja podawała liczby 200-300 tysięcy. I z ręką na sercu przyznaję – tak, widziałam ludzi pijanych, widziałam kilkoro prawdopodobnie naćpanych (stosunkowo wcale nie więcej niż na Dniach Kultury Studenckiej w Lublinie) ale osobiście nie byłam świadkiem żadnej rozróby. No ominęło mnie. Nikt nie leżał też martwy, ani nikt się nie kochał na kawałku kartonu przy drodze – nikt przy mnie. Mijałam ludzi, przed którymi na mieście uciekałabym na drugą stronę ulicy, a tutaj? Nieśli kartki, że rozdają darmowe uściski, uśmiechali się, pozdrawiali i przybijali piątki z każdym po kolei. Pierwszego dnia zderzyłam się z jakimś niezbyt przyjemnie wyglądającym typem, nie powiem, przestraszyłam się. Nie wiedziałam, czy przepraszać, czy od razu uciekać. Koleś się odwrócił, poklepał po plecach i zapytał czy wszystko ok! Z wrażenia odjęło mi mowę i tylko się uśmiechnęłam jak idiotka… No cóż.

Nikogo na siłę nie przekonam, ani ja, ani TY, ani żaden Woodstockowicz. Trzeba to przeżyć, odczuć na własnej skórze, poczuć ten piach w zębach i tą zimną wodę, zjeść parówkę z Lidla na krawężniku przy wejściu i usłyszeć muzykę z Dużej Sceny, która dysponuje takim nagłośnieniem, że przez chwilę nie możesz oddychać.

To wszystko jest jak zapach lasu – jeśli byłeś w lesie, to wiesz jak tam pachnie, ale żeby opisać go komuś, kto nigdy tego nie doświadczył – będzie ciężko. Fakt, można powiedzieć „Weź sobie wyobraź zapach ściółki (eee! błąd, ściółki też nie zna skoro w lesie nie był), to weź sobie wyobraź zapach grzybów, kory drzew, wilgotnej ziemi, roślin…i to wszystko wymieszane w cudowną kompozycję zapachową”. I co, myślisz, że ta osoba „nosem wyobraźni” poczuła TEN SAM zapach lasu, który znasz? Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi, ale nie uchylam się przed dyskusją na ten temat.

ZARAZ BĘDZIE CIEMNO!

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Szuflada.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s