Pol’and’Rock Festival, czyli Woodstock 2018.

100_4455

W tym roku właściwie do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy jedziemy, czy nie. Było sporo różnych aspektów, które wywoływały u nas wątpliwości. Jednak (na szczęście) ostatecznie się zdecydowaliśmy. O Woodstocku sporo napisałam w zeszłym roku, nie chcę się powtarzać, ale zapraszam do przypomnienia sobie co i jak: przygotowania, słów kilka po raz pierwszy oraz słów kilka po raz drugi. Beatka oczywiście była z nami po raz trzeci.

Swoją podróż rozpoczęliśmy 30 lipca w poniedziałek około godziny 15:00. Wtedy to ruszyliśmy busem z Krasnegostawu do Lublina (przez Świdnik, bo akurat taki bus się trafił). W Lublinie z dworca PKS na dworzec PKP miejskim autobusem, tam chwilę czekania i pociąg do Łukowa.

IMG_20180730_191548

W Łukowie około 40 minut oczekiwania i w końcu przyjechał! Nasz „Zaraz będzie ciemno!” woodstockowy pociąg (w tamtym roku jechaliśmy „Wschodem słońca”). Zdecydowaliśmy się na na nocną linię nauczeni doświadczeniem z poprzedniej upalnej podróży do Kostrzyna. Pociąg do Łukowa został podstawiony o czasie. Ale! Zanim odjechaliśmy minęło 90 minut… Tak, na pierwszej stacji pociąg miał już półtoragodzinne opóźnienie. Ludzi było bardzo mało. Po pierwsze, bo Łuków, po drugie, bo w sumie to był chyba pierwszy pociąg linii specjalnej musicRegio. Sam Pol’and’Rock miał się zacząć dopiero 2 sierpnia.

Mimo, że jechaliśmy w nocy, było i tak bardzo ciepło. Tak, jak pisałam w poprzednich relacjach, pociąg na Woodstock to impreza mknąca po szynach, ale nie każdy musi chcieć imprezować. Siedzieliśmy niedaleko pary, która była pochłonięta czytaniem książek przez dużą część podróży. Nie wiem w jaki sposób byli w stanie się skupić przy takim chaosie, ale każdy, jak widzicie, robi co chce. Jest to wyjątkowy pociąg, tu panują zupełnie inne zasady, więcej można i można wszystko inaczej. Pięknie obrazuje to fotka świetnego konduktora, który śmigał po przedziałach w hełmie, który ktoś po drodze mu nałożył na głowę.

Po kilku godzinach jazdy w końcu i nas dopadło zmęczenie. Aby poczuć się w miarę komfortowo, zamknęłam się w swoim świecie…

received_2249558178394668

W końcu, po 12 godzinach odkąd ruszyliśmy z Łukowa (plus 6 godzin odkąd ruszyliśmy z Krasnegostawu) wysiedliśmy w Kostrzynie.

IMG_20180731_065951

Po jakiejś godzinie dotarliśmy do obozu, w którym mieliśmy się rozbić, postawiliśmy namiot i poszliśmy w zacienione miejsce spać.

Po jakimś czasie snu ruszyliśmy na „obchód”. Lodowaty prysznic, namoczone ubrania zimną wodą aby się schładzać i polowanie na koszulki.

Moja koszulka.

Moja koszulka.

I co do koszulki, osobiście nie polecam kupować damskich. Lepiej wziąć męską w mniejszym rozmiarze. Wydaje mi się, że są jakby bardziej dopracowane. Z tego co wiem, nie jest to tylko moja opinia. Ja ze swojej najnowszej nie jestem za bardzo zadowolona.

Ogólnie każdy dzień był niemalże kopią poprzedniego. Było bardzo gorąco, więc do południa siedzieliśmy w obozie albo szliśmy w jakieś inne miejsce gdzie był cień. Nieustannie zraszaliśmy się wodą, często braliśmy prysznice (oczywiście zimne) i nosiliśmy stale chłodzone i mokre nakrycia głowy. Robiliśmy zakupy w Lidlu,  na spacery lub na piwko wyruszaliśmy dopiero późnym popołudniem. Im bliżej było oficjalnego rozpoczęcia, tym więcej ludzi, a co za tym idzie więcej pyłu w powietrzu.

Przez nasze pełne 5 dni pobytu w Kostrzynie spadło kilka kropelek deszczu – ostatniej nocy. Poza tym…

Taka sytuacja.

Taka sytuacja.

Poranki także wyglądały podobnie do siebie. Słońce budziło nas chwilę po 6:00, ja dawałam radę maksymalnie wytrzymać w namiocie do 7:30. K. był wytrwalszy i spał czasami nawet do 9:00!!!

Któregoś dnia poszliśmy na wzgórze ASP, bardzo chciałam iść na warsztaty. Przeszłam się dookoła, K. zostawiłam w  cieniu. Wzięłam udział w jednych. Było tak upalnie, że nie dało się wytrzymać, a niektóre warsztaty prowadzone były w samym słońcu…

A teraz zacytuję Wam to, co pisałam znajomym na żywo. Historyjka o wydarzeniu opartym na męskiej przyjaźni.

„Toi toi jest często sprzątany, ale niektórzy są bardzo wrażliwi. Te niedaleko miejsca, w którym obecnie sobie leżymy, są naprawdę znośne. Ale trafiliśmy na niezły widok, dwóch kolesi, zaglądają po kolei i sprawdzają jaki stan i gdzie najlepsze warunki. Jeden z nich po każdym jednym miał odruch wymiotny ale widać było, że go ciśnie mocno, bo zaglądał dzielnie do kolejnych.W końcu zdecydował się na jeden i wszedł. Słuchajcie, każdemu życzę takiego kumpla jakiego ma ten chłopak! Widoki nie były miłe, ale przyjaźń na 100%, bo chłopak nie wytrzymał i kolega musiał otworzyć mu drzwi…”
Na dowód wstawiam miniaturkę zdjęcia – żeby nie obrzydzać za bardzo wrażliwszym czytelnikom 😉
IMG_20180801_131156
Trochę czasu spędziliśmy w Pokojowej Wiosce Kryszny. Głównie leżeliśmy tam na kocu. Nie wiem, czy już o tym wspomniałam, ale to chyba najczystszy kawałek woodstockowego pola.
Mogłam sobie nawet pokolorować.
img_20180801_190232.jpg

Mandala ze szczególną dedykacją po mołdawsku i rosyjsku podobno 😉

Jedliśmy trochę z Lidla, trochę w Pokojowej Wiosce Kryszny, trochę na Strefie Gastro festiwalu i trochę na strefie „prywatnych jadłodajni”.

O koncertach tym razem nie będę się rozpisywać, właściwie nie było akurat w tym roku zbyt wielu koncertów, na których szalenie by mi zależało.  Big Cyc zagrał świetny koncert. Poznałam kilka zespołów, których wcześniej nie słyszałam.

Wrzucę jeszcze kilka ujęć nocnych.

Udało nam się wysłuchać spotkania z panem Arturem Barcisiem w Dużym Namiocie ASP, ale powiem Wam, że w samo południe był to niezły wyczyn, żeby tam nie umrzeć…

Kilka kadrów z życia festiwalu:

Zapomniałam jeszcze wspomnieć o tym, że mimo oficjalnego rozpoczęcia 2 sierpnia, dnia 1 sierpnia o godzinie 17:00 pan Owsiak ogłosił minutę ciszy. To już tradycja festiwalu, że podczas Godziny W pod Dużą Sceną gromadzą się ludzie by uczcić powstańców oraz odśpiewać wspólnie hymn. Jest to niesamowite, nagle wszystko się wycisza, większość ludzi zatrzymuje się tam, gdzie jest.

Powrót mieliśmy już niestety w dzień. Ale całkiem znośny. Pociąg mieliśmy dopiero po 8, więc nawet zdążyliśmy się jeszcze co nieco wyspać. Siedzieliśmy na plecakach w przejściu. Nie było źle.

Na festiwalu uruchomiono akcję „Zaraz będzie czysto”. W wielu miejscach wystawiono ogrodzenia na śmieci, Pokojowy Patrol rozdawał worki na śmieci itp. Akcja miała na celu zachowanie względnie najbardziej możliwej czystości na polu. W naszym „przedziale” utrwalaliśmy to przesłanie.

IMG_20180805_114901

Z Warszawy mieliśmy wracać BlaBla Carem do Lublina, ale okazało się, że koleś (swoją drogę też wracający z Woodstocka) spóźni się jakieś 2 lub 2,5 godziny… Musielibyśmy czekać na niego 3… Więc na szybko bilety PKP kupione przez internet.

IMG_20180805_164931

40 minut później siedzieliśmy w czystym, ładnym, klimatyzowanym pociągu do Lublina. Zmarzłam w nim na tyle, że bałam się, że się pochoruję.

IMG_20180805_172919

Z Lublina BlaBla do Krasnegostawu i o 23 weszliśmy do mieszkania.

 

Podsumowując i dodając dwa słowa na koniec…

Było strasznie gorąco, pięknie i wszędzie unosił się kurz. Ekipę w obozie mieliśmy świetną, choć żałujemy, że nikt z naszych bliskich znajomych nie ma tej szalonej żyłki, by zrobić coś tak zakręconego i poświęcić urlop na wyjazd do Kostrzyna, gdzie fizycznie odpocząć się nie da. Jest to duży detoks dla psychiki i umysłu.

Za rok mam nadzieję być tam znów.

Podróż pociągiem strasznie długo trwa, wcale nie jest tania i jest mega męcząca. Ale wspomnienia i ludzie wszystko wynagradzają.

Spotkaliśmy w tym roku sporo „dresików” i nabzdyczonych panienek. Dziewczyny miały pretensje do swoich facetów o to, że jest gorąco, że za szybko idzie (biegnąc na wyczekiwany koncert), że poszedł gdzieś bez niej itd… Ja też się czepiam, ale trochę luzu nikomu nie zaszkodzi. Jest tam piach, jest tam pył, jest gorąco, jest mnóstwo atrakcji, które nie każdemu odpowiadają, więc można (szczególnie w ciągu dnia) pójść gdzieś osobno. Chyba, nie wiem. Woodstock widocznie nie jest dla wszystkich.

Znowu spotkałam koleżankę z liceum 😉 Pozdrawiam!

 

Nie bójcie się nowych miejsc, ludzi. Nie bójcie się zaryzykować. Przez taki lęk może Was ominąć coś pięknego i niezwykłego.

 

Ps. Po powrocie zakupiłam jeszcze kubek i… płytę z koncertu Urszuli z 2015 roku. Do tej pory żałuję, że wtedy na niego nie poszłam, ale teraz mogę sobie do niego wracać kiedy zechcę 🙂

39588890_1335583066576680_4107053156720967680_o

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Szuflada.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s