Majówkowa konfrontacja z mundurem :D

Spacerujemy z K. po parku w Warszawie z kolorowymi watami cukrowymi, konkretnie ja z kolorową, K. z tradycyjną.

Przed nami w rażących żółtych kamizelkach dwóch panów policjantów. Jednemu z nich jeszcze bardziej rażąca biała długa metka sterczy przy karku.

Ja: No nie mogę! Patrz jaki kolega, nie poprawi mu! A na pewno widział.

K.: Oj daj spokój.

Jakieś kilka minut i zdań na inny temat później…

Ja: Nie wytrzymam, no zobacz jak on wygląda?! Jak łajza jakaś!

K.: Oj Żelka, to niech sobie wygląda!

I w tym momencie panowie postanowili zmienić kierunek, ale chyba nie do końca byli pewni czy zawracać czy iść w prawo więc trochę na siebie wpadliśmy. Oczywiście nie wytrzymałam…

Ja: Poprawiłby pan tą metkę koledze!

P1 (od razu wiedział, gdzie jej szukać…): Mówi pani, źle wygląda z tą metką?

Ja: No rzuca się w oczy bardzo…

P1: No to już poprawiam…

P2: Dziękuję bardzo! Bo wie pani, ja to taki jestem świeży, prosto ze sklepu i jeszcze mi metki nie urwali…

Ja: Nie ma za co, rozumiem…

No i sobie poszłyśmy. Po chwili milczenia…

Ja: Ej, gdzie są sklepy z policjantami? Kupiłabym sobie z jednego…

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Szuflada.

Roztocze zalane słońcem :)

45 Rajd Studencki Roztocze Wiosną przeszedł do historii. Mój już 5ty!

20150413_201212

Tym razem tylko dwie noce i dwa dni, ale i tak uważam ten rajd za najfajniejszy.

20150411_133234

W piątek dotarłyśmy dopiero na ognisko, gdzie wytrzymałam po raz pierwszy aż prawie do końca i nawet śpiewałam.

20150410_224533

Pogoda była przednia, towarzystwo jeszcze lepsze.

20150411_164836

Nocleg był w domkach – trochę utrudniło to integrację, ale przynajmniej do wc nie było takich wielkich kolejek. Za to zimno było potwornie!

20150412_091041

I tradycyjnie kilka żartów sytuacyjnych i tekstów niekoniecznie poważnych.

-Zastanawialiśmy się, czy was zaczepić, ale myśleliśmy, że jesteście z liceum. Potem doszliśmy do wniosku, że to taka prowokacja – my Was zaczepimy a potem trafimy na pierwszą stronę Fakttu „Pod przykrywką krajoznawstwa – pedofilia, orgie i pijaństwo”

K.: Wy nawet nie wiecie ile mnie kosztowało dotarcie tutaj z Warszawy! Wydałam dzisiaj 5 zł na toaletę!
Chyba Ojciec Mateusz: Przyjechałaś tu toaletą???

Ojciec Mateusz: A gdzie Żelka pracuje?
K.: E… Ona to jest takim dnem społecznym…

Ja: Ale mnie podrapały te róże…
Ktoś zza pleców: Tańczyłaś na rurze?

B. proszę kojarzyć z kobietą wędrującą nierozłącznie w towarzystwie tamponów 😛
A.: Odprysnął mi lakier z paznokcia…
B.: Popatrz na mnie… (pokazuje zdrapane do połowy pazury) Zdrapałabym jeszcze, ale cholera nigdzie mi nie odstaje żaden lakier.
A.: Weź to zostaw, po co tam dłubiesz?
B.: Oj, bo mam potrzebę sobie pogrzebać!
A.: To w nosie sobie pogrzeb.
B.: No właśnie nic tam nie mam…
A.: Ja nawet też, to chyba to powietrze roztoczańskie. Możesz jeszcze pogrzebać w uchu, ale ryzykujesz, że coś stamtąd wygrzebiesz… Ja bym się zastanowiła…
B.: No tak, lepiej to zawieźć do domu.
A.: To zostaje Ci d*pa!
B.: Dziękuję, tam już grzebałam…
…na postoju.

J.: Kobieta jak ma pieniądze a nie ma czego kupić, to kupi nawet dwie metalowe kulki, po czym jedną i tak zgubi a drugą zepsuje.

Rajdy, tak jak i dzieci na koloniach, uczą bezpośredniości, otwartości i sprawiają, że człowiek robi rzeczy, których poza rajdem by nie robił. Każdy może tu sobie dopisać własny scenariusz i sądzę, że ponad 90% z nich albo już zostało zrealizowanych, albo będzie na kolejnych rajdach.

20150411_155127 (2)
Jest się brudnym, śpi się obok obcych ludzi, pije się wszystko z tej samej butelki (nikt po sobie nie wyciera, bo wszyscy mają brudne ręce) i je kto co ma. Śmierdzi się dymem z ogniska i ma się piach w zębach, a po powrocie z rajdu „mam gluty jak po żniwach”. Mimo, że każdy ma swój bagaż i swoje wszystko, dzieli się tym wszystkim z innymi – nieważne czy to z potrzeby serca czy dlatego, że już ciężko mu to nieść – ważne, że akurat o tobie pomyślał, ewentualnie ty byłeś najbliżej…

20150411_110422

I to jest piękne, że nikt nikomu wilkiem, że codzienność ma zakaz wstępu do lasu, że możesz pogadać o wszystkim i o niczym, że zdecydowaną większość wędrowców widzisz kolejny raz, ale w rocznych odstępach a i tak czujesz, że już dobrze się znacie.
I to jest piękne!

Rajd to stan umysłu! Nie zrozumie tego nikt, kto sam tego nie przeżyje.
Polecam!

A w zeszłym roku było tak: https://apyzrks.wordpress.com/2014/04/09/no-i-po-rajdzie/

Dodaj komentarz

Filed under Roztocze, Szuflada.

Wyniesione z biura

Klient przyszedł, żeby zapłacić za usługę naszego biura. Wypisałam mu kwitek, podaję, a on mi kładzie papierkowe pieniążki, brakuje 2 zł.

K.: Końcówkę pani dorzuci.
Ja: Ja? Czemu ja…?
K.: A czemu nie?
Ja: Stawia mnie pan w kłopotliwej sytuacji, bo nie potrafię odmawiać…
K.: O, to dooooobrzeee… Ja lubię takie, co nie odmawiają!

Dodaj komentarz

Filed under Szuflada.

Wróciłam. Ja, dumny hydraulik!

Jestem. Nie mam zamiaru się tłumaczyć. Po prostu jestem z powrotem i opowiem Wam o mojej łazienkowej przygodzie.

Wczoraj siedziałam do 21 u E. Przekonała mnie żebym spróbowała się wcześniej położyć to może uda mi się wstać jak należy rano. Wróciłam więc z zamiarem relaksu i pójścia spać przed 23. Postanowiłam wytestować w końcu mój nowy korek do wanny 😀 U mojej współlokatorki był chłopak…

Nalałam sobie wody, i siedziałam trochę w pachnącej pianie, nawet nogi ogoliłam 😛 Wyciągam korek, żeby się oprysznicować z tej piany i wyłazić, ale nic się nie dzieje…. Woda jak stała tak stoi!!! Skurczybyki zapchali odpływ!!! No myślałam, że pójdę na golasa do nich i bez pukania wparuję i każę mu się babrać w tym syfie (i w moich zgolonych włoskach :P). Ale policzyłam do 10 i zaczęłam wytwarzać korkiem podciśnienie żeby tam gdzieś coś ruszyło…i maltretuję tą dziurę odpływową i uciskam, w końcu coś bulknęło i zaczęło powolutku spływać. Nie było tornada… ledwie zauważalnie spadał poziom wody. No i jak już w sumie pokrywała tylko dno to znowu stanęło wszystko… Podymałam korkiem znowu i cofnął się syf jakiś… Myślałam, że puszczę pawia i dołożę do tych rur zapchanych.

Kreta tylko końcówka była, więc poszłam zagotować wodę i wsypałam trochę tak żeby w odpływ wpadło i od razu ten wrzątek. Ale wiecie, woda już była zimna ta, co stała, więc tylko się troszkę zapieniło, poszły 2 duże bąble powietrza z odpływu  i znowu nic. Więc dosypałam jeszcze trochę i cały czajnik wrzątku wlałam… Zapieniło się i nic… Więc stwierdziłam, że starym korkiem podymam jeszcze, tylko już założę rękawiczkę, żeby mi nie zjadło ręki… Schyliłam się po rękawiczkę za pralkę, odwracam się…a tam…nie ma wody!!! 😀

Odkorkowało się tak, że jak później w ramach sprawdzenia nalałam trochę wody i spuściłam, to pierwszy raz zobaczyłam w tej wannie tornado!!! Bo odkąd tu mieszkam, strasznie wolno spływa… Na wszelki wypadek jeszcze wsypałam końcówkę Kreta i wrzątkiem zalałam, po 5 minutach wlałam cały czajnik wrzątku i mam nadzieję, że to przepchałam… Cała akcja zajęła mi 40 minut!!! Spać poszłam po 23…

KONIEC.

Ps. Dzięki A. za to, że mi przypomniałaś (może nie bezpośrednio, ale zawsze) o tym, że czasami lubię pisać.

Dodaj komentarz

Filed under Szuflada.

No i po RAJDZIE!!!

Kochani! Poszłam, wiele kilometrów przemierzyłam i wróciłam!

Jak zawsze było super! Mówią, że przeszliśmy około 100 km przez te trzy dni, ale trochę w to nie wierze. Chociaż, z drugiej strony, patrząc na moje stopy, które dopiero dzisiaj zaczęły wystawać spod opuchlizny to zaczynam w to wierzyć.

W piątek wyruszyliśmy spod lubelskiego pkp. Już w drodze mpkiem miałam przygodę, bo trafiłam na bardzo rozmownego pana, który tak płynnie przechodził od tematu do tematu, że nawet nie wiem kiedy od Roztocza przeszedł przez Radwańską do swoich dwóch fakultetów i zielarstwa… Pojechaliśmy busem do Biłgoraja. Stamtąd, zaraz po zakupach w Lidlu i Biedronce, ruszyliśmy w trasę. K była trochę niezadowolona, bo nie kupiłyśmy mleka w tubce ale i tak miałyśmy tyle słodyczy, że nakarmiłybyśmy małe przedszkole.

Pogoda była doskonała! I wszystko było pięknie i cudownie aż do momentu kiedy wleźliśmy w zielone, niewidoczne na pierwszy rzut oka, bagno!!! Jedna dziewczyna wpadła po same pachy do wody… Ka miała adidaski więc się zdziwiłam, że nie zostawiła ich przypadkiem w tych moczarach… Ja wpadłam w pewnym momencie po kolana i myślałam, że o ile w ogóle wyciągnę nogę to na pewno bez buta. Wpadłam w panikę i zaczęłam się drzeć i szukać ratunku. Co ciekawsze akurat nagrywałam filmik, ale nie nadaje się on do publikacji 😛 Ka i K zamiast mi pomóc i mnie ratować, stały i się śmiały… Bagno działa jak ruchome piaski – im więcej wierzgasz tym głębiej wpadasz. Stwierdziłam, że impregnacja butów była bez sensu, bo ta woda, która nalała się górą nie miała jak wypłynąć 😛 Wszyscy mieliśmy mokro w butach… A niektórzy to i w majtkach.

2014-04-04-857b

Dotarliśmy do Kocudzy około 18, ale błądziliśmy po tej wiosce ponad godzinę zanim znaleźliśmy miejsce  naszego noclegu. Międzyczasie Ka połamała płot jednej z piosenkarek z Jarzębiny. Pomógł jej w tym kierownik. Wszystko skończyło się limem pod okiem no i rozwalonym płotem 😛

2014-04-04-862Spaliśmy w jakimś ośrodku kultury/remizie/sali weselnej – trudno powiedzieć co to konkretnie było. Nam udało się zaklepać miejscówkę na scenie 😀

2014-04-04-863b

A to nasze legowisko:

2014-04-05-870Od lewej: Ka, ja i K.

W piątek wieczorem było ognisko. Chwilkę tam posiedziałam, ale od przodu było mi gorąco, a od tyłu zimno więc sobie poszłam.

2014-04-04-869Ka obudziła mnie po jakimś czasie i wypiłyśmy sobie Reddsa gadając o życiu 😀 Koleś z grupy rowerowej zrobił taką bardachę na ognisku, że następnego dnia gospodarz chciał nas wyrzucić…

W sobotę wstaliśmy wyjątkowo wcześnie i nawet wcześnie jak na rajd wyruszyliśmy w trasę. Buty mi nie wyschły przez noc. Było strasznie zimno i niektórzy się rozgrzewali procentami z eleganckich piersiówek.

-Masz, pij.
-Nie piję dzisiaj.
-Y? Jak to?
-Tamponów mi nie wystarczy.

Nogi nawet mnie bardzo nie bolały, więc nawet nie musiałyśmy się z K ściskać za ręce.  Szliśmy dużo i lasem i asfaltem.  Obiad był w wielkim wąwozie, do którego ledwo dolazłyśmy.

2014-04-05-877Rosły tam dziwne kwiatki…

2014-04-05-876Była herbata z kociołka…

2014-04-05-880…i pyszne Zwierzaki, które w sobotni wieczór wyparowały jak przysnęłyśmy…

1.Wylosuj
2.Nie jedz jeszcze!
3.Powiedz co wylosowałeś!
4.A teraz pokaż!
5.Możesz już zjeść.

2014-04-05-882

Szliśmy i szliśmy aż zaczęło się ściemniać…
K: Ej, Ż, wzięłaś latarkę?
Ja: No ja swoją mam. A ty swojej nie wzięłaś?
K:No jakoś nie. Ale tak czy siak wszyscy nie będziemy jedną latarką świecić…
Ja: Jak się już całkiem ściemni to zdejmiesz bluzkę  i będziesz świecić… [szeptem do Ka: PUSTKAMI!]

K niosła musztardę, która się jej uzewnętrzniła w plecaku, w związku z czym niezjedzone kanapki trzeba było w czymś przechować…Dobrze, że zakosiłam kilka rękawiczek z Lidla 😛

2014-04-06-886

Wróciliśmy do bazy około 21. Cała nasza grupa po sobotniej wędrówce była tak zmęczona, że mniej więcej o 22.00 90% grupy spało… Mimo, że poza nami na sali było pewnie jeszcze z 60 osób, większość pod wpływem 😛 Wydaje mi się, że w okolicach północy obudził się w nas rajdowy duch, który obudził nasze ciała. W związku z rowerowym przypałowcem z piątku, w sobotę nie mogliśmy zrobić ogniska w sobotę, więc śpiewy odbywały się na sali. K poszła śpiewać, a ja i Ka siedziałyśmy w śpiworkach, słuchałyśmy i konsumowałyśmy prowiant przeznaczony właśnie na ten wieczór. Akurat mojej puszki nie ma na zdjęciu. Była wypełniona czymś o smaku owocowym i było to smaczne 😉

2014-04-05-885

Wieczór upłynął nam szybko, poprzebijałyśmy sobie pryszcze i poszłyśmy spać 😛

Niedziela przywitała nas niską temperaturą i deszczem, co utrzymało się cały dzień. Ogólnie było trochę ciężko, bo postoje kończyły się zamarzaniem ciała… K kupiła sobie mleko w sklepie i kończyła ja czekając na powrotnego busa z Gromady do Lublina. Każdy wziął po łyku, więc i ja spróbowałam(!)… Nie uwierzycie!!! Posmakowało mi!!! 😀

Było super! Strasznie szybko mi te trzy dni upłynęły. Wróciłam śmierdząca wilgocią, zmęczona, szczęśliwa, spuchnięta, z sinymi małymi palcami u nóg, dumna, że dałam radę i zadowolona, że zdecydowałam się pójść, mimo, że było momentami dyskomfortycznie (neologizm stworzony przez Ka). Czekam jeszcze na zdjęcia od S i J, ale nie wiem kiedy uda mi się je zdobyć więc na razie cieszę się z tych, które mam 🙂

 

2 Komentarze

Filed under Roztocze, Szuflada.

Pozbierałam się do kupy :)

Im człowiek ma więcej wolnego czasu tym mniej jest w stanie zrobić. Jestem tego idealnym przykładem! Co prawda pracy jeszcze nie znalazłam, ale mam nowe dzieci korkowe i to dało mi niezłego kopa 🙂 Tydzień zleciał mi tak szybko, że się nawet nie zorientowałam (przez co nie odrobiłam też pracy domowej z angielskiego…). Fajnie jest mieć co robić i muszę sobie to często powtarzać, bo o dobrych rzeczach za szybko się zapomina! I niech mnie ktoś kopnie w kostkę jeśli zacznę narzekać, że nie mam czasu albo, że mam za dużo na głowie!!!

Już niedługo kolejny Rajd Roztoczański 🙂 Mam nadzieję, że nic się nie wydarzy i bez problemu będę mogła powędrować. Potrzebuję tego. To dobry sposób na rozpoczęcie sezonu wiosna/lato 2014 🙂 Na wszelki wypadek miałam się nie napalać na ten rajd, bo jednak jeszcze sporo czasu (start 7 kwietnia), ale przeczytałam sobie https://apyzrks.wordpress.com/2013/04/15/dzienniczek-rajdowy-czyli-roztocze-sniegiem-i-blotem-malowane/ i jednak się już napaliłam… 😉 Myślę, że nie będzie takich fatalnych warunków jak ostatnio dlatego też pragnę z całych sił pójść… Chyba nawet zamówię sobie ochraniacze na buty… Co roku dokupuję jakiś element do mojego turystycznego ekwipunku, w tym roku planowałam latarkę czołową, ale T. obiecał mi pożyczyć (chyba, że sam się skusi na pójście – wtedy mi nie będzie potrzebna, on będzie świecił :P) więc mogę sobie pozwolić na inny zakup 😀

Dodaj komentarz

Filed under Szuflada.

Burrito smutku…

W poniedziałek, który nie był najlepszym dla mnie dniem, po korepetycjach polazłam do K. Miałam tylko trochę posiedzieć, ale oczywiście wróciłam następnego dnia w południe 😛 Humor miałam adekwatny do beznadziejności dnia. Karo pokazała mi obrazek odzwierciedlający mój stan.

burrito_smutku_2014-01-14_18-38-20Ja: Ja bez opatulania się jestem burrito smutku!
K.: Nie! Bez opatulania się jesteś tylko smutku…

Dodaj komentarz

Filed under Podsłuchane.